Czerwcowa włóczęga - ku nieznanym zaułkom środkowej Polski (2021)

W dziale tym znajdują się opisy, zdjęcia oraz reportaże z wypraw i wycieczek
Posty: 2572
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Czerwcowa włóczęga - ku nieznanym zaułkom środkowej Polski (2021)

Postautor: buba » wtorek 07 gru 2021, 18:10

Poczatkowe czerwcowe plany zakładały więcej czasu spędzić na Mazurach. Ale raz, że nas te tereny nie do końca urzekły - kilka miejsc okazało się totalnym niewypałem, a dwa, że na ileś dni zasysły nas tereny pod Warszawą. Okazało się więc, że po pobycie w Cierzpietach trzeba zacząć powoli myśleć o powrocie. Jeszcze w kilka miejsc zajrzymy, jeszcze pare dni i biwaków nas czeka, jeszcze kilka ciekawych przygód się wydarzy, ale od dziś już się ustawiamy dziobem w stronę domu…

Tu w okolicach zamierzam jeszcze zajrzeć w pewne miejsce, gdzie byłam 25 lat temu. Był to chyba pierwszy wyjazd, który udało mi się zorganizować. Pierwszy raz, kiedy sobie uświadomiłam, że samodzielne planowanie wypraw jest tym, co kocham najbardziej! Zachwycona książką “Krzyżacy”, marzyłam aby zobaczyć miejsca, które były w niej opisane. Spychów, Szczytno, Malbork, w ogóle każdy zamek krzyżacki będący w okolicy. I udało mi się namówić rodziców - na taki szalony wyjazd, taki inny niż zwykle. My, nasza dzielna ładusia i wyjazd zupełnie w ciemno, w tereny, na których nikt z nas jeszcze nie był. Wybrane do odwiedzenia miejsca okazały się lepsze lub gorsze, ale głównym odkryciem okazał się przypadkowy Spychówek - mała osada na drugim, dzikszym brzegu jeziora. Szutrowa droga biegnąca polami, a na jej końcu stare, poniemieckie chutory. W jednym z nich można było wynająć pokój. Cienisty ogród i mroczny, wilgotny dom pełen starych, jeszcze chyba przedwojennych mebli i sprzętów. Wyprawy nad jezioro Zyzdrój - miejsce otoczone lasami i jakby zapomniane przez wszystkich. Po drodze tylko jakieś zarośnięte ruiny domów, zanikające ścieżki i stare, zdziczałe sady. Chciałoby się powiedzieć - jak w Bieszczadach, ale wtedy Bieszczad jeszcze nie znaliśmy.. (dopiero rok później zacznie się bieszczadzka era w moim życiu ;) ) Nie pamiętam ile dni mieszkaliśmy w Spychówku. Trzy? Cztery? Ale pozostały wspomnienia miejsca niesamowitego, jakby z innego świata. A może tak ocenia się miejsce ze swoich marzeń jak się ma 14 lat?

Teraz będąc niedaleko postanowiłam tam zajrzeć. Wiem, że takie powroty po latach bywają bolesne, ale ciekawość okazała się jednak silniejsza. I co ciekawe - konfrontacja nie była aż tak zła jak myślałam.

Pierwsze zdziwienie - droga nadal jest szutrowa! Taka sama jak wtedy! Dalej się wije polami, lasami - i nadal jest pusta! Acz tego domu i płotów wtedy nie było!

Obrazek

Wtedy mówili na to miejsce “Spychówek” - teraz jest to “Spychówko”. Czemu tak?

Wtedy były tu ponoć dwa zamieszkane gospodarstwa. Teraz jest ich więcej. Ale ten dom, w którym mieszkaliśmy wciąż stoi. Wygląda jakby ciut inaczej, ale to musi być to miejsce!

1996

Obrazek

2021

Obrazek

Obrazek

Droga w stronę jeziora Zyzdrój nadal jest zarosła wysokim burzanem. Acz nie idziemy tam już. Mamy też na dziś inne plany… Poza tym dla toperza i kabaka to miejsce jak każde inne.. Bo z naszej ekipy tylko ja patrzę na nie przez pryzmat magicznego wyjazdu sprzed lat…

Zaglądamy jeszcze do chyba nowego gospodarstwa gdzie hodują stadko kóz i zaopatrujemy się w sery i mleko.

Obrazek

Wtedy też tu było pokaźne stadko - ale innego, bardziej pierzastego rodzaju ;)

1996

Obrazek

Obrazek

2021

Obrazek

Obrazek

W Spychowie też niewiele się zmieniło. Ot taki mały, nijaki kurorcik jak i wtedy. Zakupujemy tu węgorza, a różniste trofea patrzą na nas ze ścian.

Obrazek

Jakby ktoś był ciekaw innych zdjęć z tamtej, wielkiej wyprawy małej buby - to kilka poniżej:

Tajemnicze leśne jezioro Zyzdrój.

Obrazek

Obrazek

Sianokosy nad jeziorem Spychowskim.

Obrazek

Przegląd krzyżackich zamków na naszej trasie:

Szczytno

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nidzica

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Golub Dobrzyń - tu spaliśmy. Bo okazało się, że w zamku był hotel. Nocleg z duchami Krzyżaków? Takiej okazji nie można było odpuścić! Co ciekawe ceny były w miarę przystępne...

Obrazek

Duchów niestety nie spotkaliśmy - nawet w piwnicach...

Obrazek

A na dziedzińcu można było sobie postrzelac z kuszy. Kusza była bardzo ciężka i mimo zaleceń nie byłam w stanie jej trzymać na wyprostowanej ręce. Strzał okazał się bardzo celny - prosto w okno na trzecim piętrze. Szyba nie okazała się barierą - strzały szukali jeszcze długo i podczas naszego pobytu chyba jej nie znaleźli ;)

Obrazek

Radzyń Chełmiński

Obrazek

Obrazek

Malbork. Jedyne miejsce na naszej ówczesnej trasie, które można okreslić jako dość tłumne i popularne turystycznie. Acz nocne zwiedzanie z pochodniami czy dziwne, wyjące śpiewy w zamkniętym, przyzamkowym kościele, miały swój niezaprzeczalny klimacik!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I nasza kochana ładusia, która nas wszędzie tam zawiozła! :)

Obrazek

Dużo bym dała, aby z moją obecną wiedzą na temat lokalizacji zamków, bunkrów czy chatek, jak i ze świadomości późniejszych zmian, które zajdą w polskim krajobrazie i klimatach, móc wyruszyć na tamtą wyprawę, w tamtych realiach. A może tylko wydaje mi się, że tak byłoby lepiej? Może jest właśnie odwrotnie? Może to właśnie ten brak planu, dokładnych map i totalna spontaniczność była mocą tamtego wyjazdu i spowodowała aż tak nierealnie rewelacyjne wspomnienia?

To tyle odnośnie podróży w czasie... My tymczasem wracamy do rzeczywistości i suniemy spać gdzieś pod Warszawę. Bo jak wiadomo, w poszukiwaniu dzikości i niekomercyjnych klimatów jeździ się na obrzeża stolicy, a nie w jakieś peryferyjne góry czy jeziora! Nie jest to oczywiste? ;)

cdn

Posty: 2572
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Czerwcowa włóczęga - ku nieznanym zaułkom środkowej Polski (2021)

Postautor: buba » czwartek 09 gru 2021, 18:42

Jak już chyba wspominałam, powoli kierujemy się w stronę domu. Rozważaliśmy nocleg gdzieś nad Wkrą, ale tydzień sporo zmienił w tym miejscu - zaczyna być gęsto od kajaków. Czuć oddech zbliżających się wakacji… Zapodajemy więc tylko przekąpkę koło mostu w rejonie Królewca, w miejscu gdzie Wkrę porasta busz malowniczych glonów. Fajnie się musi przez toto płynąć kajakiem! Może stąd tu taki ich wysyp? Tak jak w góry ludzie jeżdżą wiosną na krokusy a jesienią na kolorki - to tutaj przyjeżdżają “na glona”?

Obrazek

Na nocleg wracamy w znane już nam miejsce - nad Wisłę koło Nowego Secymina. Mamy ciche nadzieje, które okazują się być prawdziwe! Łachy piachu się powiększyły! Da radę na nie wejść i połazić po błotnistych wysepko - półwyspo - mierzejach, po moich ulubionych terenach na pograniczu wody i lądu. To jest właśnie coś, czego brakuje nad naszą Odrą. Odra jest fajna, ale stanowi wąski, głęboki kanał. Wisła chyba bardziej obfituje w mielizny, wyspy, czy szeroko rozlane wody :)

Obrazek

Obrazek

Na naszą upatrzoną łachę niektórzy nawet dają radę dojechać! Ale to zdecydowanie nie jest droga busiowa ;)

Obrazek

Malownicza, pofalowana struktura piacho - błotnistych kępek i pagórków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kto by przypuszczał, że trochę piachu na mieliźnie może sprawić tyle radości!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Da radę nawet dojść do suchego drzewa, które najprawdopodobniej przyniosła tutaj jakaś powódź. Tydzień temu leżało całe w wodzie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nadbrzeżny biwaczek.

Obrazek

Obrazek

Rano wiślane wyspy obsychają jeszcze bardziej. Już prawie nie ma błota tylko suchy wygrzany piach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Piątek to początek upiornej rujki. Czuć to na drogach, czuć to na kolejnym biwaku. Nie dość, że weekend - to jeszcze pierwsze w tym roku prawdziwe upały (i chyba niestety ostatnie…) I to od dawna zapowiadane w prognozach!

A my naiwni kupiliśmy pozwolenie na wędkowanie w wodach PZW Piotrków.. Ale dupa.. Ani nad nad zbiornikiem Sulejowskim, ani Cieszanowickim nie dopchasz się do wody. Albo by się trzeba po pas w wodzie przez trzciny przedzierać albo wypłynąć łódką na środek jeziora (i mieć nadzieję, że cię żaden skuter nie staranuje..) Każde w miarę dogodne miejsce, w które zaglądamy - to stoi tam już przynajmniej 5 wędek, albo miejscowi za kasę zajmują miejsce dla kamperów, które przyjadą tu wieczorem. Zupełnie jak fucha “staczy kolejkowych” z czasów poprzedniego ustroju! Rozmawiamy z jednym kolesiem, który właśnie zajął traktorem jedną z zatoczek. Taka “usługa” kosztuje ponoć w rejonie 300 zł. Mówił że jak damy więcej - to wpuści nas…

Czasem mam wrażenie, że ostatnimi czasy w Polsce jest za mało wszystkiego - za mało gór i schronisk, za mało jezior, za mało lasów, za mało grzybów i ryb, za mało wiat, za mało miejsc na ogniska, za mało pociągów i leśnych parkingów, za mało noclegowni, knajp a nawet sklepów. Bo wszędzie z roku na rok jest coraz większy, coraz bardziej przytłaczający tłum. Drogi się korkują od aut, rzeki od kajakarzy, górskie szlaki od pieszych, a nad jeziorami więcej wędek niż tataraku.. Zupełnie jakby na przestrzeni ostatnich 20 lat nasz kraj zwiększył swoją liczebność przynajmniej dziesięciokrotnie. Acz oficjalne dane zdają się tego nie potwierdzać. Więc muszę być w błędzie… tylko że gdziekolwiek nie pójdę - znowu mam kogoś na plecach…

Ostatni nocleg naszego wyjazdu spędzamy w grząskiej młace nad jeziorem Cieszanowickim.

Obrazek

Tutaj mamy swoją polankę, acz bez dojścia do wody i zastanawiamy się, czy jutro wyjedziemy, czy nas jednak zasyśnie ;) Wszędzie z oddali słyszymy muzykę, ryki, szalejące motory. Jutro to dopiero będzie wszędzie armagedon! Trza zaraz z rana spierdalać do domu!

Kabak łowi malutkie żabki. Oficjalnie one łapią stopa i podróżują na pace ciężarówki. Mnie osobiście się wydaje, że prędzej są brane w jasyr niż robią to dobrowolnie, ale kabak twierdzi inaczej ;)

Obrazek

Gdzieś po drodze trafiamy jeszcze na opuszczony dom - taki ze strzechą! Nieczęsty widok!

Obrazek

Obrazek

Sądząc po datach ważności leków to jeszcze 10 lat temu był zamieszkany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W czasie powrotu napotkaliśmy jeszcze kilka bardzo ciekawych miejsc. Wymykających się schematom, porażających swoją oryginalnością i nietypową atmosferą. Dokładnie trzy. I o nich będą kolejne relacje.

cdn

Posty: 2572
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Czerwcowa włóczęga - ku nieznanym zaułkom środkowej Polski (2021)

Postautor: buba » piątek 10 gru 2021, 20:49

Tego upalnego czerwcowego dnia trafiamy do miejsca jakby wyjętego z innego wymiaru. Punkt wcześniej nieplanowany na naszej trasie - teraz wypatrzony w atlasie, bo akurat przyszła nam ochota na kąpiel. Okolice Bolimowa. Miejsce gdzie rzeka Rawka przepływa pod wiaduktem autostrady A2. Wąska, piaszczysta droga prowadzi do kilku zadaszonych łach piachu. Idealne miejsce na biwak w niepogodę - coby się deszcz nie wlewał za kołnierz.

Obrazek

Obrazek

A wokół malowniczo meandrująca rzeczka, znana nam już z bazy Sosenka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

O tak! Rawka pozostała w naszej pamięci jako coś cudnego, a i tutaj nas nie rozczarowuje! Ba! Tutaj, w zupełnie innych okolicznościach nabiera wręcz metafizycznego wymiaru.

Obrazek

Nad nami ciągły wizg aut. Jedno za drugim pędzą gdzieś ku swemu przeznaczeniu. Byle dalej, byle szybciej, byle bardziej nerwowo. I zapewne nikt z nich nie ma teraz świadomości, że prawie w tym samym miejscu (tylko pare metrów poniżej) jest zupełnie inny świat. Cichy, odludny i rzadko odwiedzany. Taki oto fragment równoległej rzeczywistości stał się dzisiaj naszym udziałem. Wszystko, co dzieje się nad naszymi głowami, jest na wyciągnięcie ręki, ale jakby za szybą, jakby za murem. Jest obok, ale zupełnie bez kontaktu. Jak wyświetlony obraz z rzutnika, który naprawdę nie istnieje i zupełnie nie pasuje do pozostałych okoliczności. A z drugiej strony - jakie to ma w obecnej chwili znaczenie, czy tamto istnieje czy nie? My mamy swój świat, gdzie oddajemy się nadwodnej sielance...

Kąpiemy się w jasnym promieniu, którym słońce przełazi między mostami. Tam jest właśnie fajne, piaszczyste dno. Woda jest lodowata i pachnie glonem. Bystry nurt powoduje, że bardzo nietypowo się tu pływa! Płyniesz, płyniesz, umachasz się - i wciąż stoisz w tym samym miejscu. Trochę jak domowy rowerek treningowy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A! Sporo osób mi nieraz zarzucało, że buba od ponad 20 lat ciągle tylko warkocze i warkocze. Że nigdy mnie nie widzieli w innej fryzurze, ani na żywo ani na zdjęciach. Postanowiłam więc wyjść na przeciw tego problemu Bo akurat trafiła się taka fota. Ta "stylizacja" nazywa się "kuku kąpielowe" i jest używana do pływania i wszelakich przekąpek w terenie, bo bardzo nie lubię mieć mokrych włosów ;)

Obrazek

Może to głupio zabrzmi, ale gdybym miała wymienić najciekawsze miejsce, jakie odwiedziliśmy na naszej czerwcowej trasie - to nie miałabym ani chwili wahania. Miejsce w atmosferze zupełnie innej niż wszystkie pozostałe. Bo ani dzikie, ani zagospodarowane. Ani kipiące nieskażoną przyrodą ani zalane świeżym betonem i nową zabudową. Ani nawet nie wpadające do szufladki “opuszczone”. Takie miejsce jakby na śmietniku cywilizacji, które zostało gdzieś obok i zostało pominięte.. Bo główny nurt poszedł dokładnie tu, ale jednak nie do końca. Rzucając okiem na mapę widzisz po prostu autostradę, co wymazuje kompletnie inne postrzeganie i możliwość zobaczenia coś więcej. Trzeba chyba naprawdę wpaść w jakiś niecodzienny stan psychiczny, aby dostrzec tą “drugą warstwę mapy” :)

I zaczęłam się zastanawiać czy kojarzę jakieś podobne miejsca. Jedno, które mi przyszło od razu do głowy - to gruzińska przełęcz Rikoti. ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... rasie.html ) Niegdyś popularna trasa - bo praktycznie jedyna, która łączyła wschód i zachód kraju. Serpentyny w miarę dobrej szosy pokonujące wzniesienie. Na przełęczy kupa knajp, zajazdów i parkingów, bo podróżni lubią się czasem zatrzymać, zerknąć na widoczki i napchać brzuch. Tak było... A potem świat zakręcił w inną stronę… Zbudowano tunel pod przełęczą i tam poszedł główny strumień transportu.. I teraz jest to miejsce, gdzie nikt przy zdrowych zmysłach nie dociera - bo jest to zupełnie pozbawione sensu, aby wspinać się wąską drogą na nijaką przełęcz, jeśli można łatwo, prosto i szybko przelecieć autostradą tunelem... I zapewne mało kto z użytkowników tunelu pomyśli, że nad głowami mają porzuconą przełęcz - jak jakiś odpad z dawnych lat… Byliśmy na przełęczy Rikoti i atmosfera niepotrzebnej przestrzeni wrzuconej do kubła - była tam wyraźnie odczuwalna.

Drugie, o którym pomyślałam, znam tylko z youtubowego filmu. Jest w USA. Kiedyś była tam używana linia kolejowa, która przebiegała dnem wąwozu. Stała tam pałacokształtna stacyjka, kipiał ruch podróżnych. A potem nad wąwozem wybudowano ogromny wiadukt, którym puszczono zarówno ruch drogowy jak i kolejowy. Trasa dołem straciła na znaczeniu i została wyłączona z użytkowania. Pozostał nikomu niepotrzebny zruinowany pałacyk dawnej stacyjki, do którego z racji na wiadukt gigant nie docierają nigdy promienie słońca. Pod wiaduktem nie bywa prawie nikt. Ciężko tam jest zejść ze względu na strome ściany. Pałacyk ma jednak swoich sezonowych lokatorów - pełni funkcje skłotu dla członków podkultury hobo, różnych włóczęgów przemierzających ogromny kraj wagonami pociągów towarowych. Niestety nie mogę podlinkować filmu - bo zniknął z internetów. Był na kanale IIia Bondarev, ale widać jakimś standardom głównego nurtu nie odpowiadał ;)

Jeśli ktoś znałby takie miejsca, nawet nie tyle dzikie co “równoległe” - to będę wdzięczna za polecenie :)


cdn

Posty: 2572
Rejestracja: czwartek 19 lut 2015, 23:08

Re: Czerwcowa włóczęga - ku nieznanym zaułkom środkowej Polski (2021)

Postautor: buba » czwartek 16 gru 2021, 18:13

Wiatrak stojący w polu to obecnie nie taki rzadki widok. Nastawiali tego cholerstwa całymi stadami, a wszystkie są takie same - bezduszne i pisane przez kalkę… Stoi toto, macha skrzydłami i jest obrzydliwie powtarzalne.
Zdarza się jednak czasem polny wiatrak odbiegający od sztampowego schematu. Inny. Jedyny w swoim rodzaju. Wyraźnie wybijający się z krajobrazu i ściągający wzrok…

Przed miejscowością Rębielice Królewskie skręcamy w polną drogę. Początkowo się nam wydaje, że nią dojedziemy do celu. Podejrzenia są jednak chybione. Możemy jedynie popodziwiać nasz wiatrak z oddali, ale żeby dotrzeć do niego trzeba by dreptać środkiem uprawy i to na mocno odkrytej przestrzeni. Zaraz nas jaki chłop z widłami pogoni i tak się skończy wiatrakowe rumakowanie...

Obrazek

Chyba z półtorej godziny bełtamy się po polach, aby z nich wyjechać i nie zagrzebać się w piachu ani glinie. Bo zawrócić na wąskiej drodze w zbożu to nie ma szans.. W takich momentach to nie raz zatęsknimy za mała i zwinną skodusią!

Imponująca bestia, co nie? :)

Obrazek

Do wiatraka więc uderzamy od strony wsi. Przechodzimy koło zamieszkanego domu. Kukamy czy nikt nie wychodzi. Z jednej strony fajnie by kogoś spotkać, pogadać o historii tej konstrukcji. Z drugiej - szlag wie co za ludzie? Może nie lubią turystów? Jeszcze nas kijem pogonią i tyle będzie ze zwiedzania? Nie widzimy żywej duszy, więc idziemy ku wiatrakowi sami.

Obrazek

Po krzakach leży sporo fragmentów jakiś konstrukcji o nieznanym nam przeznaczeniu.

Obrazek

Albo taki ciekawy trianguł sobie stoi.

Obrazek

Twórcą konstrukcji był miejscowy ślusarz i wynalazca - pan Józef. Budowa rozpoczęła się pod koniec lat 70 tych i była kontynuowana przez kolejne 25 lat. Miała tu stanąć innowacyjna elektrownia wiatrowa o nietypowej konstrukcji przypominającej wentylator. Jej kształt miał umożliwiać pracę przy dużo mniejszym wietrze niż inne popularne kształty wiatraków. Ponoć początkowo było duże zainteresowanie projektem, różne firmy zarówno z Polski jak i z zagranicy interesowały się tym patentem i możliwością wdrożenia podobnych rozwiązań u siebie.

Ogromniasty wiatrak nigdy jednak nie został zapuszczony i nie wytworzył obiecanego prądu - sprawę spowolnił problem na etapie szukania odpowiedniej prądnicy, a potem przerwała śmierć właściciela. Tak… Niestety nie porozmawiamy już osobiście z panem Józefem… a ponoć bardzo chętnie oprowadzał turystów po swoich włościach… Pan Józef zmarł w 2009 roku, więc spóźniliśmy się dosyć sporo…

Wiatrak też już nieco nadgryzł czas i jego fragmenty bezładnie wiszą w powietrzu, świszcząc przy nawet niewielkich podmuchach. Wielkie koło zostało zablokowane, aby się nie kręciło - trzyma je łapa dźwigu….

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A sam dźwig zaczyna zarastać dziki bez…

Obrazek

Obrazek

Różne ciekawe detale. A to drabinka, a to balkonik. A to trzpień przypominający rakietę albo inny pocisk.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do wnętrza tego zamkniętego pomieszczenia niestety nie było nam dane zajrzeć.

Obrazek

Obrazek

To nie pierwszy szalony wynalazca, którego nie zdążyliśmy odwiedzić. Na Podlasiu, w Puszczy Knyszynskiej, niedaleko innego dziwnego miejsca - Grzybowszczyzny, gdzie samozwańczy prorok Ilja postawił cerkiew (która według legendy "sama wyrosła z ziemi") też mieszkal w samotnym domku Paweł Wołoszyn - miłośnik majsterkowania na wielką skalę. Ponoć jego podwórko to była cała maszynownia! Koleś chętnie opowiadał o wszystkich konstrukcjach, pokazywał detale ich pracy, zapuszczał w ruch.. Tam też spóźniłam sie kilka lat... (o tym gościu i proroku można poczytać w ksiażce - przewodniku "Polska Egzotyczna cz.1")
Nie da się zdążyć wszędzie... Jedno to brak czasu, a drugie brak świadomości istnienia jakiegoś mega ciekawego miejsca. Bo nieraz się potem okazuje, że czas był, że nawet się przejeżdżało przypadkiem kilometr obok, ale człowiek nie wiedział i minął. Ile to takich smaczków przejdzie człowiekowi koło nosa i potem nawet nie wie co stracił?


A potem, już prawie pod samym domem, rzuca się nam w oczy nietypowy wiadukt kolejowy. Miejscowość Dąbrowa koło Namysłowa. Miejsce, przez które przejeżdżaliśmy dziesiątki razy, sunąc na poszukiwania tutejszych pałacyków. Wiadukt dawnej linii Namysłów - Opole. Niby nic wielkiego - tylko, że ten wiadukt... sobie leży w rowie! Zazwyczaj wiadukty zachowują się inaczej i nawet w ciepły, letni dzień nie oddają się aż tak pokazowej sielance!

Obrazek

Obrazek

Jak nic on się nie urwał sam, tylko został celowo upitolony! Czy rokował szybkim obwaleniem się na jadące auta i postanowiono przeprowadzić to w sposób bardziej kontrolowany? Czy może są pomysły odbudowy tej linii i ma tu zawisnąć nowy, porządniejszy wiadukt? Czy może lokalni złomiarze naprawdę mają solidny gest i jak coś już robią to z rozmachem? (tylko chyba musieli wrócić po solidniejszy wózeczek, bo na wszystkich dostępnych pod ręką zaraz siadały ośki? ;) )

Tyle razy tu jechaliśmy i ja jeszcze widzę ten wiadukt TAM. Jak wisi u góry na swoim miejscu. Jakby się jeszcze do końca wymazał z czasoprzestrzeni.

Obrazek

Szyny na chwilę obecną kończą się w powietrznym niebycie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A dalsza część torowiska nurkuje w solidnych zaroślach.

Obrazek

Nie jest to linia, którą by się dogodnie wędrowało śladem nieczynnych szyn wijących się polami. Bo trzeba by je najpierw odkopywać - o ile na dalszych odcinkach w ogóle się jeszcze zachowały…

Najniższe 3.5 metra jakie widziałam w życiu! :P Trzeba by się przeczołgiwać!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mamy dziś niepowtarzalną szansę pokicać po torach wyrastających jak wyspa na środku pola.

Obrazek

Obrazek

I takim oto niespodziewanym i ciekawym akcentem kończy się nasz czerwcowy wyjazd :)

KONIEC


phpbb 3.1 styles demo

Wróć do „Pamiętnik Włóczykija”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

 

 

cron